Forum Story Chest --- Forum fanów fantasy Strona Główna
POMOC Rejestracja SzukajFAQ UżytkownicyGrupy Zaloguj
Gobliny i wieśniacy
Idź do strony 1, 2, 3 ... 111, 112, 113  Następny
 
Odpowiedz do tematu    Forum Story Chest --- Forum fanów fantasy Strona Główna » Opowieści by Xantoris Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Gobliny i wieśniacy
Autor Wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Gobliny i wieśniacy Odpowiedz z cytatem
-słyszołeś cu sie stało na farmie Bernarda?- niewysoki chłop o szerokich ramionach i typowo prostackich rysach twarzy zagadał do swojego sąsiada
-ano... ta... cała wjiś słyszoła... co to sie tyra dzije....- jego rozmówca był wysoki pasterz, który właśnie wracał z pastwiska ze swymi owcami.- nibizbiczne czasy... - pokiwał tylko bezradnie głową- bestyje som tyra byzcylne i ludzisków sie nie bojom
-nu... ale za tym stały te .... nu... gubliny... słoszoł żem że z gór to ci one przylozły...
-ale one ci ni som najgorsze... coraz wincej takich szemranych typków sie krynci w okolicy
-ano tyż prowda... co by dużo ni szukać woczraj sie tu taki kryncił...przez Wilkie Sady gdzie mój szwagier miszeko, wisz gdzie? nu... to jechoł taki wysoki na kóniu...

Mieszkańcy Sadów Wielkich zchodzili mu z drogi. Zarówno jeździec jak i koń byli zmęczeni długą podróżą, tak więc przybysz zdecydował odpocząć w tej wiosce. Dotarł do zajazdu. Po mimo, iż mieścina nie była zbyt duża to gospodę posiadali porządną. Wielu kupców podróżujących do miasta Idramon zatrzymywało się tutaj. Jego osoba przyciągała sporą uwagę. Pierwsze co rzucało się w oczy to jego ubiór. Skórzany kaftan cudem trzymał się w kupie. Podobnie na spodniach przybysza widniały liczne otarcia i rozcięcia, gdy ściągnął kaptur uwagę skupiała jego twarz. Ostre nieprzyjemne rysy, długi przynajmniej tygodniowy zarost oraz pełne gniewu oczy odrzucały każdego, kto na niego spojrzał.
-Karczmarzu, pokoju potrzebuje
-A masz ty czym zapłacić?-spojrzał trochę nieufnie na włóczęgę
-niech cię nie zwiedzie mój strój-odparł pokazując solidnie wypchany mieszek
oczy karczmarza zabłysły na jego widok
-Proszę wybaczyć Panie, czegoś jeszcze Panu potrzeba
-tak, przygotujcie mi jakąś kąpiel i posiłek, zadbajcie też o mojego konia-nie cierpie takich jak on.... zachłanna świnia...-pomyślał zirytowany Karczmarzem. Tak naprawdę miał już dość całej tej dziury
-oczywiście, Pański pokój jest na górze zaraz po lewej
Odebrał klucz i juz chciał udać się na spoczynek kiedy jeden z miejscowych złapał go za ramie. Zawsze tak jest-pomyślał- gdzie się nie pojawię musze się użerać z takimi prostakami
-Nie lubim takich jak ty- powiedział poteżnie zbudowany wieśniak, za nim stało jeszcze dwóch o podobnej posturze- wypierdoloj
Wędrowiec miał ogromną ochote sprawdzić czy jego głowa jest wytrzymalsza niż pobliska ściana, jednak powstrzymał sie
-proszę uspokoić tych kmiotków- powiedział bezczelnie patrząc sie na nich- bo może sie zrobić bardzo nieprzyjemnie...zwłaszcza dla nich
-oż ty sukin- wściekł sie wieśniak, jednocześnie jego wyraz twarzy był jeszcze głupszy niz wczesniej
-panowie, to nie miejsce na to, to porzadny lokaj- przerwał mu karczmarz, trzymajac kusze wyciągnietą spod lady.
-Masz szczęscie frajerze- powiedział chłop który przed chwilą chwycił wędrowca- ale możesz byc pewien ze sie jeszcze spotkomy
O tak na to licze. Mam nadzieje że przyprowadzicie kolegów- pomyslał sobie przybysz. Powoli oddalił się w kierunku swojego pokoju. Był w prawdzie zmęczony i mocno poirytowany całym zajściem, ale gdy już był w swoim pokoju wszystko sie zmieniło. Można by rzec, że miał „dobry nastrój“. W końcu mógł się wyspać i najeść, jest o krok blizszy celu, a kto wie może juz za dwa dni gdy dostanie sie do Idramon dowie sie czegoś nowego... no a poza tym zapowiada sie jutro niezła rozrywka...

Do namiotu dowódcy wszedł młody oficer, ubrany w lekką zbroje paskową z insygniami armi Masnaru, zwanej także Armią Północy. Jego nienaganny wygląd, czysty uniform a także specyficzne łagodne rysy twarzy sugerowały, iż pochodził z rodu szlachcekigo. Nie miał przy sobie broni, ani hełmu na głowie. Stając przed taką osoba trzeba było zachowywać protokuł nawet w warunkach polowych.
-Melduję sie na rozkaz, panie Generale- stojąc na baczność zakomunikował żołnierskim donośnym głosem.
-spocznij poruczniku- odrzekł dowódca, a był to nie byle kto a sam Generał Burnucky znakomity strateg, o jego zwycięstwach krążą legendy, jak równierz o nim samym. Nosił na sobie zwyczajny ubranie żołnierskie jedynie kirys, jedyny element zbroi jaki nosił, wyróżniał go od zwykłych piechurów. Zrboja ta połyskiwała dumnie, widać że jej właściciel dba o nią przywiązując niezwykła wagę do jej stanu i wyglądu. Każdy wiedział, że dostał ją od swojego dziadka, choć skąd on ją miał to wiedzieli nieliczni. Na Pancerz widniało drzewo i dwa konie z uniesionymi przednimi kopytami. Tważ generała była dumna i szlachetna, jego spojrzenie surowe jednak mimo to budził zaufanie podwładnych. Włosy dawniej czarne jak smoła, dziś przypruszone siwizną. Każdy kto spojrzał na Burnuckiego widział w nim wielkiego człowiego, a swym dostojeństwem przerastał wiekszość panujacych obecnie Królów. Jego ludzie poszli by za nim choćby w ognie piekielne. Mimo iż wielu mieszkańców Masnaru widziałoby go jako swojego władcę, on nigdy nie ingerował w politykę i zawsze wiernie służył koronie, miał jednak swoje zasady których nie złamał by niezależnie od okoliczności.
-mam dla ciebie, żołnierzu, zadanie nie cierpiące zwłoki- kontynuował Dowódca- musisz powiadomić Gubernatora Denatara o zaistniałej sytuacji, szczegóły zapisane są na tym pergaminie- powiedziawszy włozył zwój do niwielkiej tuby i wręczył ją wezwanemu oficerowi- weź ze sobą dwóch jeźdźców i wyruszajcie bezzwłocznie
-Tak jest, Panie Generale
-Powodzenia poruczniku, odmarzerować
-Dziękuje Panie Generale, i tak jest Panie generale...

Pół godziny później trójka konnych podążała wschodnim traktem. Zdecydowali sie ominąć Wąwóz Białej Mgły, podróż tamtędy rodziła by niepotrzebne ryzyko. Raporty donosiły, iż w tamtym rejonie zaopserwowano duża aktywność grup bandytów. Porucznik Lambert zdawał sobie sprawę z tego, zdecydował się na nieco dłuższą droge bezpiecznym traktem przez liczne wsie. Ograniczyli postoje do minimum. Wiadomość musi być dostarczona. To jedyna myśl jaką zaprzątali sobie głowy. Każdy z nich był Zaklinaczem królewskiej armii, elitą doskonale przeszkolona i przygotowaną do niemal każdych warunków, jednak tu liczył się czas, którego mieli niewiele....

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Czw Sie 20, 2009 15:07 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reklama







Czw Sie 20, 2009 15:07
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter II

co decyduje o naszym losie? Wielkie bitwy? Bochaterskie czyny? Zaangarzowanie, pieniądze, siła, przekonania, wiara? Być może, ale nauczyłem sie jednego... w naszym życiu najwięcej zmieniają nie heroiczne dokonania czy tez wielkie zbrondnie, nie są to też intencje otaczających ludzi, ani też oni sami...

Zanim jeszcze zaczeło świtać trójka żołnierzy ruszyła w dalszą drogę po niedługim odpoczynku. Mieli jasno wytyczoną trasę, mieli jechać bezpośrednio do gubernatora ponad dzień podróży i zero odpoczynku. Wybrali bezpieczny trakt to też nie czychało na nich żadne niebezpieczeństwo jednak byli świadkami pewnego wydarzenia.

Kolejna mieścina, niby taka sama jak pozostałe. Takie same rozlatujące sie chłopskie chaty tyle samo pijaków zataczających w okolicahc miejcowej karczmy niezależnie od pory dnia, podobny smród unoszący sie w powietrzu. Jednak na skraju wioski stała grupa ludzi. A konkretnie siedmiu mjescowych otoczyło jakiegoś podróżnika, i raczej nie wskazywali mu drogi do burdelu. Każdy z nich dzierżył jakąś pałkę, bądź inną, równie toporną broń. Lambert przyglądał sie zajściu zbezpiecznej odległości. Jeden z jego podwładnych chciał sięgnąć po kusze. Dowódca mu jednak przeszkodził
-Nie wydałem rozkazu żołnierzu, zostaw broń
-ależ Panie Poruczniku, musimy coś...
-To nie nasza sprawa
-ale...
-To rozkaz. Poczekamy a potem opuscimy tą dziure
-Tak jest, Sir

Przybysz Był otoczony. Nie przerażało go to jednak, wręcz przciwnie. Całą nocna to czekał. Mieżył wzrokiem największego z nich nie tracąc jednak czujności i uważając na pozostałych. Nagle jego twarz wyrzywiła sie w makabrycznym uśmiechu
-Mozecie uciekać, wszystkich napewno nie dopadne-powiedział jeszcze bardziej wykrzywiając uśmiech
wyśmiali go. Innej reakcji nie oczekiwał. błyskawicznie wykorzystał okazje Barczysty lider wieśniaków lekko się schylił demonstrując śmiech. To był błąd. jedno cięcie a jego krew zachlapała okolice. Nim jeszcze jego niemal przepołowione ciało upadło na ziemie, miecz przybysza przebił korpus stojącego obok niego draba. Nieznajomy w ułamku sekundy obrócił się i wyciągając miecz z jeszcze stojącego przeciwnika rozerawał mu bok. Rozmachem ciął szarżującego na jego plecy przeciwnika. kończąc obrót chwycił nadal stojące truchło i pchnął je w nogi zbliżającego sie chłopa. Następny przeciwnik już atakował. przybysz wykonał płynny piruet pod jego ramieniem tnąc łydkę przeciwnika, a gdy upadł na kolano wbił mu miecz w plecy. rozległ sie głośny chrzęst miażdzżonego kręgosłupa. Kolejny wieśniak był już blisko. Nie było czasu na wyciągnięcie miecza. Gdy przeciwnik wykonywał zamach do zabójczego ciosu wykorzystał okazje lewą ręką chwycił go za podniesione przedramie. Wróg był zaskoczony. prawą ręką wbił mu sztyle wyciągnąty własnie płynnym ruchem zza pleców. Napastnik dusił sie własną krwią. przed ciosem ostatniego sprawnie i z łatwością się uchlił, i w odpowiedził udeżył przeciwnika ćwiekowaną rękawicą łamiąc mu szczękę. Chłop Runął na ziemie. czołgając sie próbował uciekać. jego ruchy były niezdarne Nieznajomy szedł powoli. Sięgnął po wbity w świeże zwłoki miecz. wieśniak póbował wstać, jednak oprawca ciął go precyzyjnie tuż ponad piętami. Upadł .miotał sie po ziemi jęcząc i wrzeszcząc. to był nieprzyjemny widok. wedrowiec krążył wokół niego, co chwila tnąc płykto jego ciało. Spuszczał z niego krew. nawet Królewskim zaklinaczom było niedobrze na ten widok jednak nie chcieli sie sprzeciwiać rozkazowi Porucznika. Ten zaś stał i przyglądał sie. Wyglądał na zamyślonego. Troche to przeraziło jego podwładnych

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Sob Sie 22, 2009 21:14 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
*****

Werowiec kontynuował podróż. Poranna walka z wiesniakami nie dostarczyła mu zbyt dużo rozrywki, jednak to co stało sie potem nie dawało mu spokoju. Oczekiwał zatargu z żołnieżami, jednak nie dali sie sprowokowac.... „i czego może chcieć ten...Lagnart? lentrat czy jak mu tam było“- myślał sobie- „hmm wiedział że jadę do Idramon... a może zgadywał... wielu opcji nie było... moglem tylko tam jechać albo z tamtąd wracać... ale czy on faktycznie coś o mnie wie... wspomniał o TAMTYM wydarzeniu i rozpoznal mnie... a jeśli na prawde moze mi pomóc go znaleźć... musze na niego uwazać... nie jest tylko zwyklym wojskoym smieciem... moga byc z nim kłopoty....“
Jechał powoli na koniu. słońce powoli zbliżało się do horyzontu i tylko pojedyńcze jego promienie przedzierały się przez korony drzew otaczających trakt. Prowadził on do stolicy guberni Atakrall, miasta Idramon.
„Cóż....Tak czy inaczej"-ciągnął w myślach- „... pożyjemy zobaczymy...“

Chapter 3

... wiem o nim więcej, niż inni[..] ...miałem okazje nawet z nim rozmawiac[...].Tak naprawdę nie jest on ani psychopatą ani złem w czystej postaci... nie jest żadnym demonem, ani fanatykiem jakiegoś krwawego bóstwa[...]. słyszałem też o nim wiele innych plotek i musze stwierdzić że większośc z nich były tylko wymysłami prostych ludzi przesiąkniętych strachem[...] ...nie mogę powiedzieć, że go znam i wątpie aby ktokolwiek mógł to powiedzieć, ale on jest tylko kolejnym fragmentem układanki zwanej życiem[...] tylko jego potrzeby sa nieco inne...

Była już późna noc, gdy wędrowiec ujrzał masywne bramy miasta Idramon. Zimny wiatr z północy strasznie dokuczał bohaterowi, pierwszy raz podróżował tak daleko na północ. zaklnął szpetnie, po czym poprawił płaszcz i przyśpieszył.

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Pią Wrz 18, 2009 21:22 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Dotarł do miasta bez żadnych przeszkód. ulice były strasznie brudne, a w powietrzu unosił się smród odchodów wylewanych z okien ruder dolnego miasta. Było ciemno, tylko z co niektórych chat dostrzec można było blask świec i usłyszeć krzyki przepitych gardeł pospólstwa. Wędrowiec szedł przed siebie. W jednym z zaułków dostrzegł dwójkę rzezimieszków czyhających na łatwy łup, zobaczywszy groźne ślepia przybysza obaj błyskawicznie czmychnęli w mrok. Z daleka rozpoznał gwar miejscowej karczmy, po chwili gdy wyszedł na skrzyżowanie dostrzegł szyld "pod czarnym niedźwiedziem". zklnął. Nie tego miejsca szukał... miasto było znacznie większe niż się spodziewał. Nie tej gospody szuka. Zdecydował się jednak do niej wejść i zapytać kogoś z miejscowych w którą stronę powinien sie udać. Gdy znajdował sie już tuż przy drzwiach ze środka wybiegła, krzycząc i wzywając pomocy, młoda dziewczyna w biało-błękitnej sukni o długich brunatnych włosach. Goniło ją trzech pijanych meżczyzn. ok czterdziestki, ale na nich bohater w cale nie spojrzał. Krzyk dziewki przeplatał sie z łazmi.
Jeden z pijaków chwycił ją za ubranie, mocnym szarpnieceim zrywając jego większość. Krzyczała. chciała kopnąć napastnika ale drugi ją złapał. Jak bezbronne zwierze złapane w sidła pogrążona w rozpaczy, miotała sie próbując oswobodzić się. Zaciągneli ją do zaułka.
-no chodź mała szmato- powiedział jeden z nich- nic ci nie zrobimy- dodał szczerząc zęby
Już nie miał sił krzyczeć ani płakać, krztusiła się próbując. Napastnicy zdrali z niej reszę ubrania. Leżała naga skulona. pierwszy ze zbirów chwycił brutalnie jej ręce i usiadł na niej, przygniatając kolanami jej rece. miał juz sciągnąć spodnie gdy jeden z jego towarzyszy zawołał:
- ej ty a ty tu czego...- w ich kierunku zmierzał przybysz- jak skończymy dziwka będzie twoja, a teraz spadaj
wędrowiec nie posłuchał . szedł powoli. przeciwnicy wyciągnęli pałki i noże.
- Było, kurwa, słuchać- zbir wziął zamach, jednak nie zdążył zadać ciosu. Pięść przybysza potężnym uderzeniem w brzuch powaliła go.
Bohater chwycił głowę drugiego, nim ten zdążył się w ogóle zorientować co się stało wbił jego głowę w ścianę roztrzaskują ją krew i kawałki mózgu zachlapały twarz przerażonej dziewczyny. trzeci próbował się podnieść ze swojej niedoszłej ofiary, gdy potężne kopnięcie przybysza pozbawiło go przytomności i większości zębów.
Wędrowiec podszedł do trzęsącej się ze strachu i zimna dziewczyny. Była bardzo młoda, mogła mieć 13 góra 14 lat, jej wielkie błękitne oczy zmęczone całe od łez patrzyły w nie pewności na obrońce. Zakryła wstydliwie niewielkie lecz kształtne piersi oraz krocze. Jej delikatne ciało pokryte błotem i zadrapaniami drżało w przerażeniu. Może ten człowiek ją obronił jednak było w nic coś strasznego. Tak naprawdę bała się go jeszcze bardziej niż tamtej trójki.
-dzię...- próbowała wyksztusić z siebie jakieś słowa jednak przybysz chwycił ją za szyję i przycisnął do ściany. dziewczyna wydała z siebie niemy krzyk.
- jak dojść do Karczmy Pod białym krukiem- powiedział stanowczo
Próbowała mu odpowiedzieć jednak strach calkowicie ją sparaliżowął
-mów- lekko nią potrąsnął
-do... dzie...dziel.. ni....cy.. ku... kupieckiej - wskazała drogę naprzeciw zaułka- zaaaa bra... bramą ...w le...wo....- mówiła cicho
Bohater puścił ja, a ta upadał boleśnie na ziemię. Brodziłą w krwi i szczątkach tego z roztrzaskaną głową. Szukała czegoś by się okryć. Wędrowiec odszedł nie zważając na nią i na to co nieudolnie próbowała do nie go powiedzieć....

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Sob Wrz 19, 2009 11:40 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
*****
Wędrowiec szedł nieśpiesznie brudnymi ulicami Ildramon. Gdy minął bramę do dzielnicy Kupieckiej otoczenie się zmieniło. Błotniste ścieżki zmieniły się w brukowane drogi, rudery z spruchniałego drewna zastępowały wąskie kamieniczki, choć i ich jakośc często pozostawiał wiele do życzenia, a i miejski śmród unosił sie w powietrzu, tyle że troche słabszy. Świtało już. Kupcy i rzemieślnicy juz otwierali swoje sklepy i warsztaty. Tu jakiś cieć zamiatał tam jakiś inny naprawiał okno. W tym miejscu owa aglomeracja przypominała cywilizowana osadę o dosyć spokojnym rytmie życia, w przeciwieństwie do poprzedniej dzielnicy zamieszkałą przez jakiś dzikusów sprzed wielkich wojen...
Bohater szedł jakiś czas w skazanym mu kierunku. dość szybko znalazł cel. Szyld
„Pod Białym krukiem“ z srebrnymi literami wyrytymi na hebanowym drewnie. Sama gospoda przypominała bardziej pałacyk niż karczmę. Mury budynku wykonane były ze starannie wyszlifowanego kamienia. Spore kolumny z wyrzeźbionymi pnączmi podobnymi do bluszczu podtrzymywały balkon. Przybysz otworzył i wszedł do środka. Czysta, starannie wypięlęgnowana podłoga zachalpana została śmierdzącym błockiem z jego bótów. Dwóch elegancko ubranych ochroniarzy chciało go bez słowa wyrzucic, jednak zatrzymał go pewien elegant
-przepraszam za mojego gościa- powiedział stając pomiędzy bohaterem a nimi- Przemierzył długą drogę aby sie ze mną spotkać- zdaje się, że coś wyciągnął z kieszeni eleganckiego nibieskiego płaszcza i pokazał nadgorliwym pracownikom. Co więcej ci natychmiast odstąpili nie zadając żadnych pytań. Ów szlachcic, bo jego bogaty strój wskazywał przynależność do wyższych warstw odwrócił się do bohatera ten dostrzegł że tym „czymś“ była pieczęć królewskiego zaklinacza, a samym szlachcicem był ten którego szukał
-witam poruczniku- natychmiast go powitał
-witam- odrzekł, ściągnął z dłonicięką białą rękawice i podał mu dłoń na przywitanie, jedank przybysz zignoraował gest- mam ndzieje, że nie miał pan żadnych pro...
-nie pierdol- przewał mu poirytowany jego szlachecką manierą- wiesz po co tu jestem
-wrzeczy samej...chodźmy do mojego pokoju- zbliżył sie i powiedziła nieco ciszej- o niektórych sprawach nie mówi się publicznie
W gospodzie panował spokój. Przy dębowych stolikach siedzieli schludnie ubrani kupcy, elegancka szlachta, piekne damy w równie pieknych sukniach. Nawet barman i obsługa nosili gustowne marynarki. Nie było tu smrodu wódy ani innych mocnych trunków. Pito tu głównie drogie wina, oraz egzotyczne herbaty i kawy z dalekich krain. Nikt nikogo nie przekrzykiwał nikt nie rzucał krzesłami, zamiast tego w spokoju rozmawioano załatwiano interesy, adorowało panie...
Bohater idąc za Lambertem mijał różnych obywateli. Część rozmawiała o interesach inni o polityce, a niektórzy milkli gdy wyróżniający sie brudas zbliżał się...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Nie Wrz 20, 2009 18:44 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter IV

...czy jeśli dobry człowiek, przykładny obywatel, patriota, szanujący innych ludzi i ich zwyczaje zabije innego człowieka, np. dla pieniędzy to nazywamy go mordercą? jeśli tak to czy zły człowiek, nieszanujący żadnych praw ani zasad, gardzący drugim człowiekiem i jego życiem, plujący na wszystkie wyższe wartości, ocali setki ludzi to czy powinniśmy nazwać go zbawcą?

Wczorajsza rozmowa z Porucznikiem Lambertem, zaprzątała głowę bohatera. Nie bardzo wiedział co o tej całej sytuacji myśleć. Nienawidził wojskowych, zwłaszcza takich jak on, a do tego to Zaklinacz Królewski. Z początku myślał chodzi o pracę, ale się mylił. Najgorsze jest to, że ten cały Lambert nawet nie powiedział czego chce. Przeceiż to nie możliwe żeby wojsko tak po prostu dało mu informacje za darmo... Póki co nie miał wielkiego wyboru jak sprawdzić adres który wczoraj otrzymał od porucznika....

*****
-Czy to na pewno dobry pomysł?- spytał młody mężczyzna
-Nie martw się Dough , wiem co robię- odpowiedział Lambert- on jest moją szansą
-słyszałem o nim, podobno to psychopata, maniak, poszukiwany listem gończym w pięciu państwach
Zapadła krótka cisza. Lambert stał oparty o regał z książkami. Jego przyjaciel siedział na krześle z nogami położonymi na biurku. miał na sobie zwykłą mieszczańską koszulę i lekko znoszone spodnie.
-nie musisz się o niego martwić- powiedział Królewski zaklinacz- wiem na czym mu zależy, to wystarczy...
-nie o nie go się martwię...- Dough wsta. podszedł do porucznika i oprał mu dłoń na ramieniu- żebym nie musiał cię potem wyciągać z tarapatów
Na te słowa Lambert zaśmiał sie serdecznie
-ty? mnie?...to przecież ja Ci zawsze tyłek musiałem ratować
-że co? a nie pamiętasz co było w Highrock...
-nie no, to się nie liczy... po za tym byłem w tedy młody i głupi... nie zapominaj że nie każdy może zostać Zaklinaczem Królewskim
-ta masz rację.... trzeba być wystarczająco głupim...ech... skoro juz zdecydowałeś to pewnie i tak nie uda mi się ciebie przekonać...
Porucznik włożył ręce do kieszeni i z lekkim uśmiechem odparł:
-znasz mnie...
-taaaa.... uwazaj na siebie.... ten Dargo ... wiesz czym on jest?-miny obu wyraźnie spoważniały
-tak.... wiem

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Nie Wrz 20, 2009 23:10 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
*****

Bohater szedł wpatrując się w karteczkę, którą wczorajszego dnia otrzymał od Lamberta. Nie było tam nic oprócz adresu i dopiski "Pytaj o Kurta". Doszedł na miejsce. Jego oczom ukazała się mała podniszczona kamieniczka. Był to jakiś sklepik. Na wystawie widniały przeróżne drobiazgi: noże, kompasy, lunety a nawet trochę drobnej biżuterii.
Gdy otworzył mocno skrzypiące drzwi zadzwoniły poruszone przez nie metalowe dzwonieczki zawieszone tuż przy framudze. W środku znaleźć można było wszelkiego rodzaju badziewia, od pstrych zasłon, tandetnych wisiorków i ozdóbek aż po dziwaczne szafki i fotel. za ladą stał wpatrzony w gościa sprzedawca. Nosił marynarkę równię tandetną jak cały wystrój tego sklepu, włosy miał w nieładzie a na nosie leżały wielkie okulary.
-witam Pana-przywitał przybysza- W czym mogę służyć?
-Ja do kurta
Sprzedawca odwrócił się ku przejściu do następnej izby
-szefie klient do Pana!
Po krótkiej chwili rozległ się trzask, potem jakiś stukot. Po kilku minutach w przejściu wreszcie pojawił się gospodarz. Miał na sobie zielony szlafrok a rozczochrane rude włosy oraz zaspane spojrzenie wskazywały na to, że pomimo pory obiadowej, owa persona dopiero co się obudziła
- witam, witam - powiedział niezwykle radośnie- proszę za mną
gdy Dargo do niego podszedł, poczuł od niego smród alkoholu. Facet prowadził go korytarzem lekko się zataczając
-wybaczy pan że musiał na mnie czekać- powiedział ziewając- ale ostatnio jestem bardzo zajęty...
Obaj weszli do nie wielkiej izby. Gospodarz wskazał bohaterowi miejsce przy stole, a gdy ten usiadł, wyjął butelkę ryżówki i dwie miseczki.
-to co chluśniem so na początek- zaproponował z bananem na twarzy
-właściwie...- próbował dojść do słowa
-nie no... interesy nie ucikną... a sake w końcu się skończy! to co po kropelce na powitanie?-nim gość zdążył zaprotestować rozlał jedną trzecią zawartości butelki do miski przybysza, jedną trzecią do swojej a pozostałą część rozlał na stół, najwyraźniej przez trzęsące się ręce i opróżnione poprzednie butelki walające się po całym pomieszczeniu.
-nie przyszedłem tu pić, jestem tu...
-ech...-znów mu przerwał z uśmiechem na twarzy- nic nie potrafisz się zabawić- w tym momencie jego twarz wyraźnie spoważniała i nabrała trzeźwego wyrazu- wiem dlaczego tu jesteś... Rzeźniku z pustyni...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Pon Wrz 21, 2009 10:19 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
-Sabab Nur... tak?- spytał Kurt
-tak go nazwał, nie pamietam nic wiecej...-Dargo próbował sobie przypomnieć jakieś szczegóły, ale miał z tym poważne problemy- nawet nie pamiętam jak on wyglądał... gdybym go zoba...
-a to ci psikus- wybuchł śmiechem jego rozmówca. Rzeźnik był przez pewien czas zmieszany
-... ach wybacz mi....- ciągle sie lekko śmiął- przypomniało mi się jak taki ... eee nieważne... zresztą to co mi powiedziałeś, to i tak dużo. Widzisz....rzedko kto mógłby ci wytłumaczyć kim jest Sabab Nur... ale tak sie skłąda że msz szczęście bo spotkałeś mnie- Gospodarz z usmiechem na ustach wskazał kciukiem samego siebie.- Opowiem ci wszystko co wiem... znaczy nie wszystko, ale wszystko o nim, znaczy Wszystko co o nim wiem, bo nie wiem wszystkiego ale tylko część, ale opowiem ci wszystko z tego co wiem.... o nim oczywiście...
pod jednym warunkiem
-czego chcesz?
-musisz się wcześniej ze mną napić!- wyciągnął z pod stołu następne dwie butelki sake

*****

Lambert wieczorem udał się do rezydencji gubernatora. strażnicy przepuścili go jak tylko go rozpoznali. Lokaj prowadził gościa do bibloteki gdzie mieli się spotkać. Nie wymienili ze sobą ani słowa. Nie było takiej potrzeby. W końcu doszli do hebanowych drzwi mocno kontrastujących z marmurową podłogą i ścianami, a z sufitu zwisały złote żyrandole poobwieszane kryształami. Zdaje sie że zarządca miasta Ildramon nie miał gustu, po prostu zamówił wszystko co najdroższe i kazał to gdzieś zamontowac. Gdy Zaklinacz przekroczył próg ujrzał w środku gubernatora przeklądającego książki na półkach- „pewnie pierwszy raz je widzi“- pomyślał
-ach porucznik Lambert- Powitał gościa
-dobry wieczór Panie Hidings- oficer ukłonił się
-i jakie wieści?
-jak narazie wszystko zgodnie z planem
-a czy jest pan pewien że Obiekt sobie poradzi?
-tak to urodzony morderca... tylko do tego sie nadaje...i ma jeszcze jedną zaletę
-jaką?- gubernator spojrzał zaciekawiony. Zaklinacz zblizył się do niego i powiedział po cichu:
-gdy już zabije generała...nie bedzie uciekał... zacznie walczyć z całą armią aż go nie rostrzelają...- na twarzy Jamesa Hidingsa pojawił się uśmiech- wiedziałem że znajdziesz kogoś odpowiedniego... jednak musisz uważać... ściany mają uszy... tu jest bezpiecznie, i tylko tu można o tym rozmawiać

Wszystko zapewne potoczyło by się inaczej gdyby Gubernator Idramon James Hidings zdawałby sobie sprawę jak bardzo sie myli....

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Pon Wrz 21, 2009 19:38 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter V

...śmierć jest najciekawszemym etapem ludzkiego życia. Gdy człowiek wie że umrze, może zrzucić wszystkie ograniczenia i stać się prawdziwie wolny (...). W tym momencie pokazuje swoje prawdziwe oblicze, przez chwile jest sobą(...) jedni popadają w szaleństwo, inni załamują się. Są to ludzie słabi (...) jako wolni ludzie robią głupoty albo nie robią nic. Jest też inna, niewielka grupa. Ci zaś gdy widzą śmierć, po raz pierwszy czują że żyją(...) to oni dokonują wielkich czynów...

Był już ranek. Dargo własnie się budził. Choć wczorajszego dnia sporo się dowiedział, miał wrażenie że oddalił się od celu. Jednak teraz już rozumiał, rozumiał dlaczego Królewski Zaklinacz mu pomógł. Wybór miał niewielki... albo wrócić do punktu wyjścia i szukać na oślep... albo współpracować z Lambertem... Był wściekły...
Porucznik czekał na niego. Siedział na ławce w niewielkim parku. Nad jego dłonia lewitowały gródki ziemi krążąc w różnych kierunkach
-wiedziałem że przyjdziesz- powiedział nie odwracając się do bohatera- juz kilka minut temu ziemia mi powiedziała, że jesteś w drodze do mnie...- opóścił dłoń a lewitujące grudki upadły na ziemie
-czego chcesz?- spytał szorstko
-bardzo niewiele... chce żebys dla mnie „załatwił“ pewną sprawę...
-a co masz dla mnie?
-wiem gdzie możesz znaleźć jednego z Sabab Nur’ów...
Rzeźnik spojrzał na rozmówce z zaciekawienie, poczym powiedział:
-niech będzie... zagramy po twojemu... co to za sprawa?
-ech.... -Zaklinacz wstał i podszedł do bohatera- spotkaj sie ze mną za dwa dni... w Sadach Wielkich
Dargo chwycił Lamberta za ramię i przyciągnął:
-zorbię co chcesz... ale pamiętaj... jeśli będziesz probował mnie oszuksz... to będę miał okazje sprawdzić czy szlacheka krew na prawdę różni się od tej pospolitej- oficer był spokojny, jego twarz niczego nie zdradzała. Bohater poczół jak ziemia pod jego stopami zaczęła drżeć- i nie myśł że twoje sztuczki ci pomogą...- powiedziawszy to odepchnął żołnierza i odszedł....

*****
Wieczorem Porucznik wraz z jeźdźcami ,z którymi przybył do Ildramon, opuścili miasto. Jechali na przełaj aby skrócić drogę. Było już ciemno. Przywódca oddziału zatrzymał się
-coś się stało Panie poruczniku?- spytał jeden z podkomendnych
-byliscie wczoraj u gubernatora?
-nie zostaliśmy w garnizonie, tak jak nam pan zalecił, Panie poruczniku...
-nie umiecie kłamać żołnierzu... podobnie jak wygłuszac swoich kroków... czułem was tam obu...
-my tylko...
- to nieistotne- Lambert uniósł ręce. Do pasa miał przypiete Kule na łańcuchach. Wykonał dwa szybkie gesty dłońmi, kule uniosły się i rozpędzone zmiażdżyły czaszki jego towarzyszy. konie spłoszyły się, zrzucając martwe ciała ze swych grzbietów. Królewski zaklinacz wyciągnął rękę w ich kierunku . Truchła zaczęły zapadać się pod ziemie, i juz po chwili nie było po nich śladu. Porucznik powoli zwinął łańcuchy z kulami po czym ruszył dalej wkieunku Sadów Wielkich....

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Sro Wrz 23, 2009 16:39 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter VI

...skąd pochodzi prawdziwa potęga i moc? Niektórzy wierzą w nieograniczone możliwości ludzkiego ciała. Ale materia z jakiej zostaliśmy stworzeni jest tak krucha i nietrwała, tak podatna na upływ czasu. Czy coś tak nietrwałego może być źródłem siły? ...

Większość następnego dnia Bohater odpoczywał. Wszystko wskazywało że czeka go sporo roboty... brudnej roboty. Wstał już po południu. Uzupełnił zapasy na miejscowym targu i nieśpiesznie wyruszył na spotkanie z porucznikiem.
Jechał spokojnie traktem. Słonce zaczęło juz powoli zachodzić. Było zimno, na szczęście wiatr nie dokuczał zbytnio, liście przy drodze jedynie lekko podskakiwały i tańczyły podczas pojedynczych zrywów.
Nagle koń zrobił się niespokojny. Wkrótce oczom wędrowca ukazała się grupka podróżnych otoczona przez watachę wilków. Wściekłe zwierzęta już szykowały się do ataku gdy nagle basior na widok przybysza zaskamlał żałośnie i uciekł. Reszta bestii po chwili zawahania poszła w jego ślady. Niedoszłymi ofiarami okazał się kupeic z prawdopodobnie żoną i małym dzieckiem które trzymała jeszcze przerażona na rękach. Mężczyzna wybiegł w kierunku bohatera:
-Panie! dziękujemy ci Panie!- wykrzyknął entuzjastycznie- zawdzięczamy Ci życie, przyjmij to złoto jako nasze podziękowanie
Jednak wędrowiec Przejechał obok kupca nie zwracając uwagi na niego ani na nagrodę uwagi.
-Panie!-kobieta wybiegła przed męża- Jak Ci na imię?
Sam nie wiedział dlaczego ale zatrzymał się. Za zwyczaj nie przejmował się szarymi ludźmi. Po krótkiej chwili odwrócił się:
-mówią na mnie Dargo...
-Dziękujemy... Nazwiemy tak nasze dziecko-kołysała płaczące niemowle- ono...
-Ja bym nie dał takiego imienia swojemu synowi-przerwał jej i odjechał

Późną nocą zbliżał się już do Sadów Wielkich. Nagle z bezdroży wyjechał mu na przeciw konny. chciał juz sięgać po bron jednak rozpoznał w jeźdźcu Lamberta
-co to ma znaczyć?- spytał oburzony
-nastąpiła zmiana planów. Sady nie są bezpiecznym miejscem... obawiam sie że w ogóle nie ma juz bezpiecznego miejsca. odpoczniemy w lesie. Wyruszamy z rana. O szczegółach powiem ci po drodze. Uderzymy razem przy pierwszej okazji...
-nie tak sie umawialiśmy...
-wiem... ale nie ma innego wyjścia...
Dargo spojrzał na niego groźnie. Jednak nie miał wyboru... Przynajmniej będzie miał go cały czas na oku...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Czw Wrz 24, 2009 17:26 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter VII

...inni twierdzą że potega płynie w naszej krwi. Że rodzimy się z siłą płynącą w naszych żyłach. To jednak nie prawda. Nie moc płynie w naszej krwi a żądze i ambicje a także zapał i determinacja do ich zrealizowania. To nie siła lecz tylko jej złudzenie, owszem dzięki nim możemy stać się silniejsi jednak to nie krew stanowi żródło prawdziwej mocy...

Po kilku godzinach wędrówki bohaterowie byli już na miejcu. Szli uliczkami zatłoczonego miasta. Tego dnia było cieplej za sprawa fenu z gór położonych na północny zachód. To też mieszkańcy chętniej wychodzili z domów. Także targ natychmiastowo odżył. Kupcy zachęceni tłumem rozkładali dodatkowe stoiska zazwyczaj z jakimiś ozdobami bądź innymi przedmiotami przywiezionymi z zamorskich kolonii.
-idę załatwić pewną sprawę, spotkamy się za godzinę w karczmie-powiedział Lambert i oddalił się nim jego towarzysz zdążył zaprotestować.
Dargo zklnął pod nosem. Zaklinacz co raz bardziej działał mu na nerwy. Szedł nieśpiesznie oglądając towary handlarzy. jego uwagę przykuła maska. była ona chyba ceramiczna, albo przynajmniej tak mu sie zdawało. Z wyglądu przypominała kamienną głowę, ale raczej diabła niż ludzką. Tak było w niej coś demonicznego, ale nie tylko dwie pary prostokątnych rogów łamanych w połowie wychodziących zza skroni i z czoła. Wąskie lekko skośne szpary na oczach, usta z kłami rozwarte w przeraźliwym krzyku oraz czarno czerwone barwy nadawały Masce demonicznego wyglądu. Rzeźnik od razu ją polubił.
-o widze ze ma pan gust. To maska wojownika przywieziona..-własciciel straganu zaczął opowiadać bohaterowi...
-ile- spytał szorstko , wpatrując się w maskę
-no... to nie są tanie rzeczy... jest takich bardzo niewiele... moze nawet to jeden z ostatnich egzemplarzy- myślał na głos kupiec
-ile- spytał ponownie. Tym razem jednak spojrzał na handlarza groźnym spojrzeniem
- tysiąc dwieście
w tym momencie pobliscy przechodnie zaczeli kometować po cichu dziwiąc sie tak wysokiej kwocie
-dam tysiąc- bohater rzucił mieszek i nieczekając na odpowiedź wziął maskę
-wiedze że umie się pan targować.... niech bedzie-handlarz rzekł bardziej do siebie gdyż jego klient już zdążył się oddalić.

Dargo pił juz trzeci kufel piwa gdy do gospody wszedł Lambert.
-jestes wreszcie- stwierdził
Zaklinacz nie odpowiedział. Zamówił miejscowego lagera. Gdy otrzymał napój w końcu sie odezwał:
-nająłem kilku oprychów z portu....
-nie no- rzeźnik zaśmiał sie- taki ważny wojskowy a kupować musi rzezimieszków
Oficer spojrzał na niego z politowaniem po czym kontynuował:
-wieczorem zrobią rozróbę w mieście i odciągną część strażników wtedy uderzymy
-ech... szkoda... mniej zabawy dla mnie
-ty lepiej módl się żebyś wyszedł z tej "zabawy" w jednym kawałku- przygotuj się- Lambert wziął kufel rozmówcy i opróżnił jego zawartość- i wystarczy już picia

Dargo udał się do wynajętego pokoju. Ścięgnął z siebie brudne śmierdzące i zniszczone ubranie. Umył się w zamówionej u gospodarza balii wody. Z juków, przyniesionych wcześniej do pokoju, wyciągnął i założył świeże ubranie. Były to lekko starte wygodne spodnie i długi pas szerokiego, białego materiału którym się owinął najpierw na wokół torsu potem dwukrotnie na krzyż przez ramiona, a na końcu przewiązał w pasie tak, że dwa pasy zwisały do kolan. Na ręce założył dwa karwasze z przyczepionymi medalionami ze znakiem yin i yang. Dawno tego nie nosił, a w zasadzie nie wolno mu tego nosić, ale to jedyna pamiątka po tym kim był kiedyś. Na twarz nałozył ostani element jego dawnego stroju, materiałową maskę opartą na nosie, a na nią nowy element. demoniczą maskę kupiona na targu. przed gospodą spotkał się z Lambertem. Zaklinacz ubrany był w błekitny wojskowy płaszcz z pagonami porucznika na ramionach.
-ten strój...-zdziwił się zaklinacz
-tak... ale to przeszłość... bardzo odległa...
-rozumiem

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Pią Wrz 25, 2009 12:47 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Czekali w ciemnym zaułku. Od długiego czasu obserwowali krążących po placu strażników. Był już późny wieczór. Księżyc był świeżo po nowiu więc jedynie gwiazdy oświetlały miasto. Prócz wartowników niemal nikogo nie dostrzegli. Nic dziwnego w prawdzie dzień był całkiem ciepły jednak w nocy dokuczał już lekki mróz.
W końcu rozległ się alarm. strażnicy zabrali sie na placu i ruszyli w miasto. zostało zaledwie kilku . Przynajmniej na zewnątrz.
-na mój sygnał ruszamy- oświadczył Lambert
-jaki sygnał?-spytał zdziwiony Dargo
Nie odpowiedział. Wysunął tylko rękę i lekko zmróżył oczy. Po krótkiej chwili szarpnął ręką do siebie. Z murów pałacu wyleciały pojedyncze kamienie uderzyły głowy pobliskich żołnierzy. Część z nich upadła ogłuszona... inni mieli mniej szczęścia.
Zaklinacz szybko wybiegł z zaułka. Rzeźnik ruszył krótko po nim. Gdy dobiegli do murów pałacu zaklinacz wykonał w powietrzu pchnięcie. ściana zawaliła się do wewnątrz. Dostali się do środka. Znajdowali się w korytarzu. z lewej strony dobiegały odgłosy strażników. Lambert tupnął nogą, a przez podłogę przebiła się gruba warstwa ziemi zamykając przejście. Ruszyli w druga stronę. Gdy usłyszeli przed soba wartowników lambert wykonał kilka szbykich gestów obracając fragment sciany po lewej stronie o dziewięćdziesiąt stopni. Znowu zamkneli dojście do korytarza, a przesunięta ściana odsłoniła kuchnię.
-i to jest ten twój plan!? -krzyknął Dargo
-nie marudź... na razie idzie całkiem nieźle
Kucharze i służba natychmiastowo schodzili im z drogi chowając się za szafkami. Wkrótce wbiegli do wielkiego holu. po prawej stronie stały ogromne drzwi. Obaj ruszyli w ich kierunku. Drogę zastąpiła im czwórka żołnierzy. Zaklinacza uderzył nogą w podłogę. W powietrze wzbiłą się wyrwana płyta. Biegnąc lambert lewą ręką wykonał pchnięcie w jej kierunku, prawą wyciągnął miecz. Kamienna płyta poszybowała roztrzaskując się na jednym ze strażników. Rzeźnik rzucił się z wyciągniętym ostrzem ciął z ukosa od góry. Przeciwnik zblokował jednak uderzenie niezwykle szerokiego miecza wytrąciło go z równowagi. Następny cios od boku wytrącił miecz przeciwnikowi. Dargo w płynnym piruecie uchylił się od ataku drugiego żołnierza tnąc go jednocześnie po łydkach, kończąc obrót mocnym kopnięciem w udo rozbrojonego wroga. Gdy drugi wartownik próbował pchnąć go mieczem Rzeźnik wykonał unik na lewej nodze wykonując półobrót i pchnął miecz do tyłu pod prawym ramieniem przebijając wroga. jednocześnie Lambert zaatakował ostatniego ze strażników, rozległ się szczęk stali, i nim wróg zdążył zareagować porucznik wykonał krótki gest nogą na podłodze. Podłoga pod strażnikiem zapadła się. Zaskoczony był praktycznie bezbronny. Następne cięcie pozbawiło go głowy. Powoli ruszyli w kierunku drzwi. Dargo dobił leżącego po drodze strażnika.
-nie musiałeś tego robić- zwrócił mu uwagę poeucznik
-ale mogłem

Gdy otworzyli drzwi znaleźli się w głównej sali. ich oczom ukazał się cel. Koło jego stała czwórka strażników
-a więc mnie zdradziłeś?- spytał z wyrzutem Gubernator James Hidnigs
-tak w zasadzie...-Lambert zaczął drapać się po brodzie- to nie mogłem cię zdradzić... skoro nigdy nie byłem po twojej stronie... pewnie sie nie poddasz?
-Jesteś zbyt arogancki poruczniku, ale nie tylko ty jesteś zaklinaczem...- dwaj po lewej wyciąngęli krótkie miecze i przyjęli postawę ofensywną.
-styl wężą- rozpoznał Lambert- ja się zajmę zaklinaczami- porucznik wyrzucił miecz. chwycił za łańcuchy przy pasie. Kule z hukiem wbiły się w podłogę.

Rzeźnik błyskawicznie pobiegł w stronę Gubernatora. on i dwaj strażnicy wyciągneli miecze. Gdy był juz kilka metrów od nich usłyszał odgłos cięciwy. Dostrzegł ich katem oka. Dwóch żołnierzy schowanych za kolumnami wystrzeliło z kusz. Dzięki nadludzkiej zręczności zbił bełt z prawej swym mieczem, jednak drugi był zbyt blisko. Rzeźnik zasłonił się ręką. pocisk wbił się miedzy kości przedramienia. Jednak to go nie spowolniło. Ze wściekłoscia atakował wrogów. Jego ciosy były silne. pierwszy. nie zwracał uwgi na obronę. pragnął krwi..strażnicy ledwo nadążali blokować. Gdy jeden z żołnierzy próbował sparować kolejny atak przeciwnika potężny cios wbił mu jego własny miecz w ramię. Drugi strażnik chciał wykorzystać okazję i ciął intruza na wysokości szyi. Dargo złapał goła dłonią oręż przeciwnika. Nie czuł bólu mimo iż ostrze odcierało do kości jego paliczków. Żołnierz był przerażony. Spojrzał w oczy straszliwej maski. To było ostatnie co zobaczył. Głebokie cięcie zmiażdżyło jego żebra masakrując większość organów. W tym momencie jeden s kusznikuw ciął go od tyłu przez plecy. Dargo udeżył go rękojeścią trzymanego za otrze miecza. Drugi z kuszników przebił mu bok. Krew Rzeźnika w duzych ilościach spływała na podłogę. Z pod demoniczej maski wydobywał sięstraszliwy śmiech. Przeciwnicy w przerażeniu odskoczyli.
-KIM DO CHOLERY JESTEŚ!?!- krzyknął blady ze strach Hidings
-Ja?HAAAA HAA!!! - Dargo żałował że przeciwników nie było więcej- Jestem mutantem, Rzeźnikiem z Pustyni, psem bojowym magów... twoim najgorszym koszmarem... Twoim ostatnim koszmarem...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Pią Wrz 25, 2009 22:50 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Dwaj zaklinacze ruszyli w kierunku przeciwnika próbując go zajść z dwóch stron. Lambert szarpnął łańcuchami, wymachiwał kulami trzymając przeciwników na dystans. Jeden z przeciwników tupnął nogą podbijając fragment podłogi na wysokiśc tłowia, i błyskawicznym kopnięciem drugiej nogi posłał go w kierunku intruza. W tym czasie drugi błyskawicznie rzucił się do ataku unikając przelatującej kuli.
-Tylko na tyle was stać? -krzyknął lambert. Jedną kulą rozbił mknący ku niemu kamień drugą posłał w nogi drugiego przeciwnika. Ten jednak wyskoczył, a jego partner uderzając dłońmi w podłogę wysunął mu filary po których szarżujący wbiegł i zaatakował wroga. Porucznik zareagował natychmiastowo. Wypuścił broń, a błyskawicznym gestem wysunął z podłogi kolec prosto na przeciwnika. Nieskutecznie. Strażnik wykonał obrót w powietrzu i szybkim kopnięciem rozbił atak Lamberta, a lądując ciął go po nogach, drugi również zaczął szarżowac. przy pierwszym kroku posunął noga po podłodze posyłając we wroga grad małych kamiennych pocisków. Błyskawiczny odskok Królewskiego Zaklinacza pozwolił u uniknąc cięcia pierwszego przeciwników, kule przypiete do pasa oficera zawróciły atakując drugiego, jednocześnie oficer zaraz po odskoku udeżył pięścią w ziemie, a ogromny wał ziemi przebił się przez kamienną podłogę i odrzucił pierwszego ze strażników. Ten za jego plecami zaskoczony atakiem uchlił się przed pierwszą kulą, jednak druga owinęłą się wokół miecza w trzymanego prawej ręce. Wypuścił go. Lambert odwrócił się z pogardą spojrzał na niego. Wysunął rękę. Tuż przy nim wyrosły trzy sporych rozmiarów kolce mknące prosto w strażnika. Ten jednak podskoczył wysoko i kopnieciem z obrotu rozbił je zaminiając w piasek, a kończąc obrót ciął intruza. Zmiażdzyły go dwa bloki skalne. Nawet ich nie zauważył. Wąskie pasmo jego krwi zachlapało strój i twarz porucznika. Jego niewzruszona twarz nawet nie drgnęła. Gdy opuścił rękę bloki osuneły się pod ziemię. Usłyszał szalony śmiech kompana. Gdy się odwrócił widok go zaskoczył. Wiele słyszał o Dargo. Ale nie spodziewał sie że plotki o nim są aż tak prawdziwe. Stał miedzy jeszcze żywymi przeciwnikami. Nic sobie nie robił ze ściekajacej z paskudnej rany krwi ani ze zmasakrowanie lewej dłoni. On i jego przeciwnicy brodzili w kałuży... nie w jeziorze posoki. jeden z przerażonych żołnierzy cofając się potknął się o zmasakrowane zwloki kolegi. na twarzy Jamesa Hidingsa dostrzec można było tylko dwie rzeczy: Przerażenie... i krew...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Nie Wrz 27, 2009 17:30 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
xantoris
Nadrewident


Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 388
Skąd: z dupy

Post Odpowiedz z cytatem
Chapter VIII: Epilog I

Dargo Szedł powoli, ciągnąc miecz za sobą. Jego wielkie ostrze całe od krwi powoli szurało o kamienną podłogę. Dzwony pobliskiej świątyni właśnie biły na północ. Przed nim stał już tylko Hidings. Organy jego ochroniarza były rozsmarowane na pobliskiej ścianie. Ciało jednego z kuszników przepołowione leżało przy kolumnie na której widać było grube na co najmniej długość otwartej dłoni cięcie. Drugi zaś leżał przy zwłokach wcześniej zabitego strażnika z całkowicie zmiażdżoną czaszką. Kawałki jego mózgu wciąż znajdowały się na bucie intruza. Rzeźnik niespiesznie idąc zrzucał z miecza kawałki wnętrzności poległych przylepionych lekko przysychającą już krwią. gubernator nie miał już dokąd uciekać, stał w koncie drżąc w przerażeniu. Na krotką chwile spojrzał w oczy przyszłemu oprawcy. nie widział w nich człowieka, widział w nich śmierć.
-czekaj- krzyknął w akcie desperacji- dostaniesz ode mnie czego chcesz...proszę...- głos Jamesa załamywał się
-masz racje- powiedział Dargo z okropnym grymasem na twarzy przypominającym uśmiech szaleńca- dostane to czego chcę...
Gdy dzwon zabił po raz dwunasty głowa Gubernatora uderzyła o podłogę, chwile później na ziemie upadła reszta jego ciała...

_________________
-This is bigger than your doughter this is bigger than both of us , people behind this. you cant hide from them!!
-Who said anything about hiding?
Sro Lis 04, 2009 15:43 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
winson



Dołączył: 10 Sie 2022
Posty: 377381

Post Odpowiedz z cytatem
Econ144.5BettBettAndrDiciWierJohaMaurMoanDrBrMichMediTescPaulOrieMidnSongKickHistErneRobeOZON
AtlaAndrClueElseNiveHomeCredNoraSonyRETAMPEGRhytAlfrExclRicaTextPlanDiadVisuSlowJeweDaviTime
BrilScreSchwUndeCaroDaviMornNericottValkblacVoluAuroGeorDoubGonzXVIIgunmNikiSelaGalaEllrOpen
WindactiXVIIFranKeviBarrRobeMeieMicrFantPaulWindWindRHINLouyINDEVictGambArtsCartVIIINaziArts
ArtsMichdiamMorgJohaScotXVIIDaviEnzoYvesflasAposGileWillSonyUnrePoweAdobRobeAlfrCrusRobeMidn
NERVRallRandNTSCWestDormLiebArdoStarHarvLiveMilaFierLoonWoodplacESTACarrAVTOaudiSpacJapaBlue
DamaWindAeroJoanWaleGlobWindWindWindElegLEGOBrauViteBlueChowDaviSterWillXIIIGraeGoldlessTras
JohncollMichKathCorbConsHonoEmilWronMartEnglWindFilmGrieGustWarnRushChriCindWendWendmusiGuit
IntoFitzMoniHappSonyOlofDrWeObseRichLibeSnowWhatOvidJeffApplClosRussSantRickJennUnfiNTSCNTSC
NTSCSuedYannArleDigiCastAntiAeroTeenJohnStonRevoYeartuchkasNeroFion
Sro Sie 10, 2022 09:30 Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reklama







Sro Sie 10, 2022 09:30
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum Story Chest --- Forum fanów fantasy Strona Główna » Opowieści by Xantoris Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 111, 112, 113  Następny
Strona 1 z 113
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Story Chest --- Forum fanów fantasy  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Design by Freestyle XL / Flowers Online